Rocznik Działdowski 2017 – recenzja J. Dzenis

Historia blisko mnie…

Z wielkim niepokojem, a jednocześnie zainteresowaniem i swoistym wyzwaniem zasiadłam do lektury Rocznika Działdowskiego, a kiedy zobaczyłam w tytule dodatkową informację Tom X – Jubileuszowy, pomyślałam, że ja, zwykły śmiertelnik, bez fachowego przygotowania historycznego, mogę nie poradzić sobie z taką ilością historii, datami, wydarzeniami, bohaterami tych wydarzeń. Czytałam, analizowałam i doszłam do wniosku, że mam do czynienia z książką niezwykłą i wartościową, a historia jest blisko mnie. Przypomniały mi się również słowa Woltera: Mamy prawie wyłącznie historię królów, ja chcę historii ludzi. I właśnie ludzi tu spotkałam, zarówno personalnie, jak i w przedmiotach, które po nich zostały, w zabytkach, w dziełach. Taką historię warto poznawać.

Rocznik Działdowski Tom X – Jubileuszowy, ukazał się w 2017 roku i jak mówi obecny Prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Działdowskiej, pan Marian Odachowski, ma wyjątkowy, potrójnie jubileuszowy charakter: jest dziesiątą edycją wydawnictwa, ukazał się w 50. rocznicę założenia Towarzystwa Miłośników Ziemi Działdowskiej, jak również w 500-lecie reformacji i związaną z tym wydarzeniem historię kościoła ewangelickiego w Działdowie (obecnie Kościół pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego). W Słowie wstępnym pan M. Odachowski przedstawia problematykę Rocznika, autorów artykułów, bieżące sukcesy Towarzystwa, jego działalność, wielką aktywność w życiu Działdowa. Niezwykle ważnym wydarzeniem było przyznanie tytułu Honorowego Obywatela Miasta Działdowa profesorowi Januszowi Małłkowi. Uroczystość miała miejsce podczas uroczystej sesji Rady Miasta, 24 maja 2017 roku.

Działalność Towarzystwa Miłośników Ziemi Działdowskiej w latach 2000-2016 przedstawiła pani Ewa Sotomska, która od lat niezwykle aktywnie uczestniczy w pracach Towarzystwa i jest członkiem zarządu Towarzystwa. Pokazała w swoim artykule, że Towarzystwo upowszechnia wiedzę o regionie, prowadzi działalność badawczą, organizuje konkursy, wycieczki, spływy, skrupulatnie troszczy się o działalność wydawniczą, a lista publikacji dochodzi w tych latach do kilkudziesięciu pozycji, podejmuje starania o ochronę zabytków. Towarzystwo współpracuje z wieloma instytucjami w kraju i zagranicą. Członkowie Towarzystwa przygotowują referaty, pokazują swoje kompetencje i przygotowanie historyczne. Pani Ewa Sotomska, w innym artykule w Roczniku, przedstawiła dokonania literackie pana Erwina Kruka – poety, pisarza mazurskiego, tłumacza, dziennikarza, uhonorowanego wieloma nagrodami literackimi, który zmarł 31 marca 2017 roku. To jedna z wielu niezwykłych historii ludzi, jaką spotkałam w Roczniku.

Jeżeli już mówię o historiach ludzi, a nie królów, to bardzo pracowitym, oddanym sprawom odbudowywania polskości, religii, moralności był ksiądz prałat Franciszek Liss, którego przybliża w swojej pracy pan Jerzy Marian Anczykowski. Zaskakuje wielka siła działania księdza Lissa, jego poświęcenie, szerokie horyzonty myślowe, a jednocześnie ustawiczna walka z ludzkimi słabościami. Ksiądz Liss dawał przykład, uczył wręcz wiary, chodzenia na msze, starał się o nowe kościoły katolickie na terenach, które często miały tylko ewangelickie świątynie. Walczył o polską mowę, o naukę religii w języku polskim, odbył nawet karę więzienia za swoje poglądy, ale przekonań nigdy nie zmienił. Zmarł 3 marca 1933 roku, na kilka dni przed jubileuszem 50-lecia kapłaństwa, jako gorliwy i wielki obrońca wiary i moralności.

Z wielkim wzruszeniem przeczytałam wspomnienia pana Franciszka Falinowskiego z lat 1910-1983, historię człowieka, który z Niemiec trafił do Polski, przeżył wielką biedę w dzieciństwie, choroby i śmierć bliskich. Ciągle ciężko pracował, a kiedy już w latach trzydziestych, przed wojną zaczęło mu się jakoś lepiej powodzić, założył rodzinę, niestety przyszła wojna i znów bieda, tułaczka. I co jest w tej opowieści takiego niezwykłego, to wielka pokora człowieka, skromność, pracowitość, próba zrozumienia trudnej historii, godzenie się z losem i radość z tego, że jest się w Polsce, wśród bliskich.

Z kolei pan Zbigniew Makowski wspomina lata 1945-1951, kiedy mieszkał w Działdowie. Swoje wspomnienia zaczyna od przyjazdu do Działdowa i w takim razie wyrusza z dworca, idzie ze stacji kolejowej w stronę rynku ulicą Dworcową, potem Grunwaldzką. We wspomnieniach pojawiają się nauczyciele – Wilhelm Kornalewski, który po wojnie przybliżył działdowiaków do sportu, Bolesław Błażejczyk, trzy siostry Rowickie. Autor opowiada o sztandarze znalezionym na strychu Szkoły Podstawowej nr 1 , o cmentarzu ewangelickim koło huty szkła. Potem w tej wędrówce jest „Czarna Chorągiew”, kino „Apollo”, piekarnia państwa Nalikowskich, przychodnia lekarska, Hotel Polski, Ochotnicza Straż Pożarna, przemianowana w niedługim czasie w straż zawodową. Na rynku – Urząd Bezpieczeństwa, komitet partii, Brama Mazurska, Hotel Masovia, restauracja pana Czajkowskiego, cukiernia pana Pawłowskiego, sklep państwa Dytkowskich. Autor kończy opowieść słowami: Do Działdowa często wracam myślami i sercem.

Czytając kolejne prace w Roczniku (do kilku jeszcze wrócę), z biciem serca czekałam na pracę uczennicy gimnazjum, Zuzanny Anaczkowskiej, poświęconą pamięci pana Lucjana Zalewskiego. Podpisuję się pod wszystkim, co autorka napisała o profesorze jako o nauczycielu. Przypomniałam sobie lekcje angielskiego, dyscyplinę, wymagania i dumę, że było się wybranym przez pana profesora, aby to właśnie on nas uczył. Z zainteresowaniem przeczytałam o kolejach jego życia, które Zuzanna skrupulatnie prześledziła, chociaż pierwszy raz więcej na temat tego skrytego, i niezwykle skromnego człowieka, jakim był pan Zalewski, usłyszałam na pogrzebie, kiedy żegnał go pan Adam Stolarski. Zuzanna napisała 22 czerwca 2004 roku odszedł patriota, obrońca ojczyzny i wielki pedagog. Pamiętam, że kiedy już nie mieszkał w Działdowie i przyjeżdżał zCiechanowa, spotykałam go, jak szedł z dworca na cmentarz, żeby odwiedzić grób żony. A był już wtedy sędziwym człowiekiem.

Kolejne dwie prace uczennic gimnazjum – Pauliny Golian o jej pradziadku, Antonim Mitzy oraz Alicji Wiktorii Rosłon o jej wujku, Janie Licznerskim pokazują, jak bardzo skomplikowane były losy Polaków, którzy pochodzili z tych właśnie terenów, którzy czując się Polakami, zostali zmuszeni, w pewnym sensie przez sytuację historyczną, do wstąpienia do wojska niemieckiego, potem stamtąd uciekli do wojska polskiego, a po wojnie układali sobie życie w Polsce. Uczennice bardzo trafnie podsumowują koleje życia swoich bliskich. Paulina pisze o pradziadku: Jako żołnierz w wojsku polskim czy angielskim, zmuszony był działać na niekorzyść Niemiec, gdzie żyła jego rodzina, a służąc w armii niemieckiej, z bólem, walczył przeciwko ojczyźnie. Alicjazaś cytuje wspomnienia wujka: To był dla mnie wielki dramat. Musiałem walczyć przeciwko swoim rodakom, po stronie wroga. Zarówno Paulina, jak i Alicja pokazały nam coś niezwykłego, że historia ludzi jest blisko nas, że wręcz ocieramy się o niezwykłe wydarzenia.

Pan Piotr Bystrzycki, w swoim artykule w Roczniku przypomina niezbyt chlubną postać w historii naszego miasta, ale to przecież też historia ludzi. Pisze o Adamie Twardowskim, który w niezwykle bujnych kolejach swego życia trafił w 1933 roku do Działdowa, został nawet starostą stałym, ale nie na długo. Już w 1935 roku został aresztowany za niewiarygodne wręcz przestępstwa finansowe. Przypomniały mi się w tym momencie słowa Ericha Fromma: Nie tylko historia urabia człowieka – człowiek urabia historię. I właśnie tak tę historię urabiał, dla celów politycznych, starosta Adam Twardowski, próbując zdobyć, poprzez finanse, poparcie dla swojego ugrupowania politycznego. Został aresztowany, oskarżony i mimo że otrzymał karę dwóch lat pozbawienia wolności, nielegalnie opuścił Polskę w kwietniu 1937 roku. Zmarł w 1951 roku w Londynie i tam też został pochowany.

Czas na średniowiecze w Roczniku i niezwykle cenne odkrycia archeologiczne na terenie Działdowa. O średniowiecznym strzemieniu znalezionym w czasie prac wykopaliskowych na ulicy Mławskiej pisze pan Ireneusz Mroczek. Dokładnie opisuje ten cenny eksponat, ukazuje jego przydatność i możliwość funkcjonowania w ówczesnej społeczności, przydatność, datuje jego powstanie na przełom XIV/XV wieku. Natomiast pani Milena Bartkowska porusza problem plakietek

pielgrzymich, które są świadectwem kultu religijnego w średniowiecznym Działdowie, a znaleziono je również w czasie badań archeologicznych w Działdowie. Z zainteresowaniem przeczytałam o pątnikach, motywach podejmowania pielgrzymek, strojach na te okazje, plakietkach, a wszystko mogło sięgać już XII wieku. Taką historię też mamy w naszym mieście, a badania archeologiczne są jak najbardziej uzasadnionym sposobem zdobywania i poszerzania wiedzy historycznej.

O okolicach Działdowa, zabytkach, miejscowościach piszą w swoich tekstach panie Anna Maria Szambora-Jaszewska, Halina Dziedzic, pan Marek Tułodziecki. Pani Szambora śledzi „koleje losu” rzeźby Chrystusa Błogosławiącego, wykonanej z białego alabastru we florenckiej pracowni, która w kościele w Białutach mogła się znaleźć już w chwili jego wyświęcenia, w grudniu 1912 roku. Po zawirowaniach historycznych II wojny, po zamknięciu kościoła w Białutach z powodu braku wiernych ewangelickich, rzeźba znalazła się w Nidzicy, przed kościołem ewangelickim i jest tam do dziś, objęta specjalną ochroną. Pan Marek Tułodziecki w swojej pracy w Roczniku zabiera na wycieczkę po pałacach i dworach Działdowszczyzny. Przeważnie były to dwory pruskich właścicieli ziemskich, chociaż były też dwory polskie. Dwory przechodziły różne koleje, najczęściej po II wojnie, na skutek wielkich zmian politycznych, dostawały się w ręce nowych właścicieli i popadały w ruinę. W chwili obecnej funkcjonuje tylko kilka dworów, tylko dlatego, że są w rękach prywatnych. Pani Halina Dziedzic świetnie przedstawia zarys historii wsi Filice, założonej już w 1350 roku, zmieniającej nazwy, rozbudowującej się. Dziś wieś ta może się szczycić, że w roku 2012 zyskała tytuł Najfajniejszej wsi w powiecie działdowskim, jej mieszkańcy wygrywają turnieje wsi. Autorka wzbogaca swoją kronikę licznymi fotografiami z życia mieszkańców Filic. Znów mamy tutaj historię ludzi.

Pan Tadeusz Szambora mówi o sobie, że jest pasjonatem historii regionu, a w Roczniku znajdują się trzy teksty jego autorstwa. Pan Szambora pisze o Straży Granicznej i Służbie Celnej w latach 1920-1939 na odcinku nowej granicy Polski w powiecie działdowskim, w parafii Narzym. Pisze o wielu paradoksach, które miały miejsce po wyznaczeniu granicy: przepustki, aby dojechać do swoich pól, podział parafii, trudności z dotarciem do kościoła, przemyt na porządku dziennym. W tym wszystkim z jednej strony bezradność strażników, z drugiej zaś przyzwalanie na nielegalny handel przygraniczny. Pan Szambora mówi, że bardzo trafnie nazwał tę sytuację na ówczesnych nowych granicach pan Piotr Bystrzycki, mówiąc o granicy wrogiego pogranicza. W innym tekście pan Szambora przypomina makabryczne wydarzenie w Działdowie, wymordowanie rodziny, którego dokonał właściciel firmy budowlanej Alfred Bratz. Ciekawy wydaje się również tekst pana Szambory o przyznawanym przez Hitlera Krzyżu Honoru Niemieckiej Matki tzw. Mutterkreuz kobietom, które urodziły wiele dzieci, spełniały kryteria rasowe. Złoty Mutterkreuz otrzymała w 1940 roku mieszkanka Narzymia za urodzenie dziesięciorga dzieci. Odznaczenie to zachowało się i dziś jest już reliktem historii wsi.

Związane z naszym terenem relacje między ludnością mazurską, mazowiecką i kurpiowską to niezwykle zasobne, wręcz niekończące się źródło wiedzy historycznej, możliwości do badań, opracowań. Po raz kolejny udowodnił to profesor Janusz Małłek, który w swoim referacie, wygłoszonym podczas konferencji naukowej Dzieje pogranicza ukazuje przykłady ożywionej współpracy Związku Mazurów w Działdowie z działaczami z Mławy, działalność w czasie wojny, obopólną wiarę działaczy obu terenów w szerzenie polskości na ziemiach wschodniopruskich. Po wojnie przedstawia działalność Instytutu Mazurskiego, spotkania Mazurów Działdowskich i Mazurów Mławskich, podejmowanie współpracy z działaczami z Kurpiów. To, co mnie szczególnie ujęło w referacie pana profesora Małłka to dostrzeganie złożoności problemów pogranicza, zdawanie sobie sprawy, że o tych problemach trzeba ustawicznie rozmawiać, wyjaśniać je, dopowiadać i tłumaczyć, przede wszystkim zwykłym mieszkańcom tych terenów. Karol Małłek bardzo trafnie przedstawił to w swoim pamiętniku, kiedy to przytacza słowa działacza z Kurpiów Adama Chętnika: Tu trzeba nam wszystkim pracować, i to z pełnym zaparciem, całym frontem. I to nie tylko pracować naduświadomieniem Mazurów (o ich polskim pochodzeniu), ale nad uświadomieniem Kurpiów i tych wszystkich, którzy tu na Mazurach się z centralnej Polski zjawili. Tak więc historia to relacje międzyludzkie i ciężka praca osób, które próbują je układać.

W Roczniku znalazły się dwa opowiadania pana Jana Regulskiego, których problematyka dotyczy wydarzeń z jego życia, kiedy był nauczycielem w szkole w Działdowie. Autor pisze o trudnych rozmowach, decyzjach, relacjach między nauczycielami i uczniami.

Przytaczałam już słowa pana Mariana Odachowskiego, który mówił o potrójnie jubileuszowym charakterzeRocznika. Do tego trzeciego jubileuszu odniósł się pan Franciszek Skibicki w swojej obszernej pracy Historia działdowskiego kościoła ewangelickiego w 500-letniej historii reformacji. Z wielkim zainteresowaniem czytałam skrupulatne, wnikliwe badania dotyczące reformacji, roku 1517 , odważnego Marcina Lutra, oddziaływania jego nauk na władców pruskich, dosyć szybkiego pojawienia się tej religii w Prusach i w Działdowie, tutaj już w 1525 roku powstała parafia ewangelicka. Kolejne parafie ewangelickie powstały w Białutach, Narzymiu, Płośnicy, Burkacie, Sarnowie, Uzdowie, Szczuplinach i Nowej Wsi, Koszelewach. Następne wieki pokazują, że kościół ewangelicki w Działdowie zawsze istniał, jeżeli trawiły go pożary, to natychmiast był odbudowywany, ale wystrój był raczej skromny, a nawet biedny. Był czas, że nabożeństwa przeniesiono do kaplicy ewangelickiej na zamku. Kościół ewangelicki przetrwał w Działdowie do 1972 roku, potem przez długie lata popadał w ruinę, aby w 1987 roku stać się kościołem katolickim. Nowy kościół ewangelicki pod wezwaniem Zbawiciela został poświęcony w 2008 roku, a jego pastorem jest do dziś Waldemar Kurzawa.

Zakończyłam moją przygodę historyczną z najnowszym Rocznikiem Działdowski i bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tyle ciekawych prac. Uświadomiłam sobie, że wśród nas jest wielu niezwykłych pasjonatów historii, którzy włożyli mnóstwo pracy, aby przedstawić wyniki swoich poszukiwań, badań. Dziękuję im bardzo, że poszerzają nasze horyzonty, pozwalają odczuwać dumę z naszej małej ojczyzny, uzupełniają naszą wiedzę, skłaniają do dyskusji.

Towarzystwu Miłośników Ziemi Działdowskiej życzę wielu kolejnych, wartościowych opracowań.

 

Janina Dzenis (grudzień 2017 roku)

Możliwość komentowania jest wyłączona.